Z 11 tys. zostało zaledwie 2 tys. "Król PRL" znika z mapy Polski

Dodano:
Sklep spożywczy „Społem” w Warszawie Źródło: PAP / Albert Zawada
Sieć Społem liczyła kiedyś 11 tys. punktów. Obecnie zostało ich tylko 2 tys. i cały czas zamykane są kolejne. Niedawno zlikwidowano "Stoczniowca" w Szczecinie.

Sklepy założonej w okresie PRL sieci Społem znikają z polskich miast. "Jesienią głośno było o likwidacji wszystkich dziesięciu sklepów Powszechnej Spółdzielni Spożywców z Łodzi. W Szczecinie zamknięto legendarny sklep odzieżowy Junior & Senior, a także spożywcze placówki 'Stoczniowiec' i 'Marianna'. Podobny los spotkał sklepy na warszawskiej Woli i w Pruszkowie" – donosi portal superbiz.se.pl.

Serwis wskazuje, że sklepy Społem są zastępowane często przez inne, większe sieci handlowe – w Bydgoszczy miejsce sklepu Społem zajęła Biedronka, a we wrocławskim Domu Handlowym Feniks – market Dino. Inne sieci się rozwijają, Społem wręcz przeciwnie. Żabka ma ponad 12 tys. sklepów, Biedronka zbliża się do 4 tys., a Dino przekroczyło 3 tys. placówek.

Dlaczego sieć się "zwija"? Trudności zaczęły się po roku 1990. "Wtedy, w nowych, kapitalistycznych realiach, postanowiono rozbić dawne, scentralizowane struktury. W efekcie, zamiast jednego molocha, powstało ponad 300 mniejszych, niezależnych od siebie spółdzielni. Miały dużą autonomię i mogły ze sobą konkurować. Na początku to działało. Problem pojawił się, gdy na rynek z pełną siłą weszły wielkie, często zagraniczne sieci dyskontowe. To rozdrobnienie, które miało być siłą, dziś jest główną przyczyną kolejnych zamknięć sklepów Społem" – czytany.

Popełniono błąd

Prezes Spółdzielczego Domu Handlowego Central w Łodzi Wiesława Kołek opowiadała w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej": "Była jedna Łódzka Spółdzielnia Spożywców, to podzielili ją na 14 mniejszych. To wręcz niesamowity błąd, bo przy takiej konkurencji, jaka weszła w późniejszych latach, nie byliśmy w stanie konkurować z dużymi sklepami. Gdybyśmy pozostali jednym Społem, to kupując od dostawców, otrzymalibyśmy lepsze ceny".

– Każdy widzi reklamy Biedronki czy Lidla. Ale reklamy to nie wszystko. Te sieci mogą sobie po prostu pozwolić na niższe ceny, bo mają zupełnie inną pozycję w rozmowach z dostawcami — i są w stanie wynegocjować dużo niższe ceny – mówi superbiz.se.pl jeden ze spółdzielców Społem.

Źródło: superbiz.se.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...